poniedziałek, 24 listopada 2014

I've Got 99 Problems But a B**** Ain't One

Wyobraź sobie taką scenę: rodzinny obiad w żydowskiej rodzinie, sobota, szabas. Przy stole siedzi dziadek, polski Żyd, babcia (też polskie korzenie), córka (dalej nazywana KM albo laska), jej mąż i trójka dzieci. Wszyscy jedzą obiad w ciszy, nikt się do nikogo nie odzywa, słychać tylko brzdęk sztućców. Milczenie przerywa dziadek, który nagle ni stąd, ni zowąd palnie na cały głos: 'Mam na koncie $10 mln, ale i tak nikomu z tego nic nie zostawię. Wszystko przepiszę na wnuki'. KM nieruchomieje, jej mąż zastyga, babcia je dalej, bo jej aparat słuchowy dzisiaj działa gorzej i nic nie słyszy, a dzieci mają to w dupie. 

Ta sytuacja wydarzyła się na prawdę. Postaw się na moment na miejscu laski i przeanalizuj swoją sytuację. Wyszłaś za mąż bez większych dokonań, kasa zawsze płynęła od ojca. Skończyłaś jakieś tam studia, za które naturalnie zapłacił ojciec, spotkałaś faceta, a ten zapewnił Ci taki komfort życia, że już nigdy nie musisz iść do pracy. Przez pierwsze lata bawisz się świetnie: urządzasz dom, doskonalisz umiejętności kulinarne, zachodzisz w trzy ciąże, chodzisz na siłownie i masz prywatnego trenera, który sprawia, że po trójce dzieci nie masz ani grama cellulitu w wieku 40 lat. 

Od samego początku bycia 'perfekcyjną panią domu' starasz się szukać najprostszych rozwiązań w prowadzeniu domu. Zatrudniasz sprzątaczkę, nianię do starszych dzieci, pielęgniarkę do noworodka (żebyś nie musiała wstawać w nocy), zakupy dowożą Ci do domu tak żebyś nie musiała biegać po sklepach bez końca, ogrodnik przychodzi raz w tygodniu zadbać o ogród, a Ty dostajesz pierdolca. Zwalniasz już 15 nianię (to są 'fakty autentyczne') i stwierdzasz, że przyszedł czas na wizytę u lekarza po pierwszą dawkę prozacu albo xanaxu.

Mija 10 lat od ślubu a Ty tkwisz w sytuacji, gdzie dzieci denerwują Cię do tego stopnia, że w czasie ich choroby wychodzisz 'na chwilę', a wracasz po 7h. Dzieci zostają wtedy z nianią, która organizuje zabawę 'namalujmy Mamie laurki, żeby poprawił się jej humor'. Twoje dzieci w laurkach piszą, że jesteś fajną Mamą i kochają Cię, bo dajesz im super drogie prezenty. Cała trójka ma iPady, iPody, i fajfony, a do tego szafy zapełnione ubraniami od projektantów. Kiedy już wracasz do domu, nie wiadomo skąd, bierzesz się za gotowanie. Po 10 latach to już staje się rutyną i nie masz siły gotować na bieżąco. Wybierasz najprostsze rozwiązania i np. w piątek gotujesz na twardo 12 jajek na twardo, wkładasz do pojemnika i zakładasz, że to będzie starczyło na lunch dla dzieci do środy. Można sobie tylko wyobrazić jak szaro-niebieskie są te jajka koło wtorku. Gotujesz naturalnie w diamentach. Nieważne czy masz na sobie dres, suknię od Oscara de la Renty (bo akurat wyszykowałaś się do wyjścia i nagle przypomniałaś sobie, że trzeba coś ugotować), czy pidżamę, diamentyzawsze  masz na nadgarstku, szyi i w uszach. Co do gotowania, nie masz większych oporów w wyrzucaniu jedzenia. Z łatwością wyrzucasz połowę świeżego bochenka chleba, mięso, colę, słodycze. 

W pewnym momencie uświadamiasz sobie, że żyjesz z rodziną, ale jesteś gdzieś obok. Nie możesz znaleźć wspólnego tematu z córką, więc w wieku 40 lat zostajesz fanką One Direction i Davida Guetty, uczysz się ich tekstów na pamięć, żeby mieć o czym pogadać z dzieckiem. Starasz się zapchać lukę i nałogowo kupujesz dla nich ubrania, które w szafie muszą być ułożone 'jak w sklepie'; codziennie przebierasz dzieci trzy- lub czterokrotnie: do szkoły, w ciuchy po szkole, na zajęcia dodatkowe, i pidżama. Kładziesz duży nacisk na wychowanie dzieci, jednak Twoje metody są konwencjonalne. Kiedy Twoje dzieci nie mówią 'dziękuję' za podwiezienie ich do domu, rzucasz ich plecaki na trawnik, uciekasz orzed nimi do domu, zamykasz drzwi na zamek. One kopią w drzwi, zapłakane, a Ty oznajmiasz że nie wpuścisz ich do domu dopóki nie podziękują. 

W Twoim życiu są chwile radości, kiedy planujesz 4 wakacje w tym roku, ale są też sytuacje pełne stresu i ocierające się o kryminał. Kiedy wyjeżdżasz na wakacje i zapraszasz swoją nianię, żeby z Tobą pojechała, bo 'już kupiłaś jej bilet', a ta odmawia, grozisz wezwaniem policji (no bo wiadomo, ta pizda niania Cię oszukała) i wywalasz ją na zbity pysk. Żeby zachować jakieś resztki rozumu, skupiasz się na dbaniu o siebie. Ty i wszystkie Twoje koleżanki urodziłyście trójkę lub czwórkę dzieci a wyglądacie jak Anja Rubik. Masz obsesję kupowania ciuchów od projektantów, które nosisz dwa razy a potem oddajesz do sklepu pomimo fortuny na koncie. Na sam koniec odkrywasz, że w ciągu jednego dnia masz pierdylion awarii w domu i wzywasz fachowca do #wszystkiego. Jeden przychodzi naprawić pralkę, drugi sprawdza czy gaz się przypadkiem nie ulatnia, trzeci przyjedzie przestawić kilka mebli i... Wkręcić żarówkę. Tak. I wystawia za to fakturę. 

To, co tutaj opisałam to zbiór cech i zachowań, które zaobserwowałam w trakcie pracy jako niania u swojej szefowej. Lwia część tej historii to również obserwacje innych dziewczyn 'nianiujących'. Ten opis daje mi smutny obraz typowej amerykańskiej cholernie chujowej pani domu z wyższych sfer. Z takimi zachowaniami spotykam się przez 5 dni w tygodniu. Na pewno laska ma jakieś dobre cechy, jednak uwierzcie mi, że przy wszystkich moich staraniach, nie dostrzegłam jak do tej pory żadnej. Chciałam zaznaczyć, że nie potępiam matek 'siedzących w domu z dziećmi'. Ten wpis to pewien rodzaj ciekawostki kulturowej, o której nie powiedzą Wam żadne przewodniki. 

Pobyt tutaj nauczył mnie jednej bardzo ważnej rzeczy, mianowicie z każdego doświadczenia należy wyciągnąć jakąś pozytywną naukę. Teraz wiem, że nigdy, ale to nigdy nie doprowadzę mojego życia do punktu, gdzie jestem zależna kd kogoś i jadę na prozacu. Zawsze szukajcie nowych rozwiązań i inspiracji. Nie bójcie się marzyć i spełniać swoich marzeń. 

PS: oto foty zarejestrowane 'w pracy'. Worki zawierają jedzenie wywalane co dwa tygodnie. A pranie? Tyle prania wychodzi po 4 dniach wakacji trójki dzieci. Enjoy!



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz