Jak przygotować się na przeprowadzkę do NYC?
To pytanie słyszałam dość często przez ostatnie dwa lata, dlatego dzisiaj podpowiem Wam jak można zorganizować takie przedsięwzięcie na podstawie moich doświadczeń.
Zasada nr 1: Nowy Jork to nie Stany, Stany to nie Nowy Jork. Musicie mieć świadomość, że to co tutaj opisuję dotyczy tylko i wyłącznie NYC. Koszty utrzymania tutaj są znacznie wyższe niż np w LA, zarobki też są inne, wszystko jest inne. Nigdy nie starajcie się generalizować przypadku jakim jest Nowy Jork, bo realia tutaj są kompletnie odmienne od pozostałych stanów. Najważniejsza rzecz, to fakt że w Nowym Jorku wszystko jest bardziej, mocniej, drożej, mocniej, wyżej, biedniej, 'bogaciej'. Życie jest drogie, podatki są wyższe, ludzie pracują szybciej, czas leci szybciej, zarabiasz więcej, wydajesz więcej, itd. Dlatego jeśli ktoś próbował szukać w googlach informacji o życiu tutaj, frazy typu 'życie w stanach' absolutnie do niczego Was nie za-pro-wa-dzą. Ale po kolei. Co trzeba zrobić, żeby móc wyjechać?
Przede wszystkim należy przygotować się mentalnie. Przemebluj całe swoje nastawienie do świata, otwórz się na poznawanie nowych rzeczy, odważ się testować siebie w ekstramalnych sytuacjach miejskiej dżungli, zrób sobie tatuaż (joke, joke), naucz się uśmiechać (niesamowicie ważna rzecz w NYC) do siebie i do ludzi. Decydując się na emigrację niejako zgadzasz się na warunki i zwyczaje panujące w innym kraju. Nikt nie każe Ci skakać z radości ani robić pajacyków szczęścia odnośnie każdej informacji dotyczącej życia tutaj. Ja na dwa lata przed wyjazdem zrobiłam sobie tabelkę: w jednej kolumnie wpisałam Nowy Jork, w drugiej Polska a w trzeciej kategorie. Porównywałam #wszystko: system podatkowy, system edukacji, stopień trudności w ubieganiu się o wizę, możliwości znalezienia pracy, zarobki, mężczyzn (można puścić tutaj salwy śmiechu :)), podejście do odmienności/indywidualizmu, etc. Nowy Jork nie do końca 'wygrał' w moim rankingu, ale ponieważ jestem uparta, postanowiłam się sprawdzić i zdecydowałam się na przeprowadzkę.
Kolejną kwestią były pieniądze. Napiszę krótko: na początek potrzebne jest ok. $9,000. Nie musi być dokładnie tyle, ale wiadomo, im więcej tym lepiej. Zakładając, że jedziecie tu sami, nie mając w Stanach rodziny, musicie pomyśleć o kwestii zakwaterowania przez pierwsze dwa tygodnie. Można skorzystać z hostelu albo hotelu i tutaj na dzień dobry wydajecie $1500. Szukając pracy i mieszkania, powiedzmy przez 2 tygodnie, musicie coś jeść, na pewno zechcecie trochę pozwiedzać (bilet do muzeum $25). Tutaj koszty kształtują się w granicach $600-$800. Kiedy już znajdziecie mieszkanie albo pokój, ceny wahają się od $900 za pokój do $2000 za M2 (oczywiście nie mówimy tu o Manhattanie a Queensie, ewentualnie jak nam się poszczęści gdzieś na Greenpoincie). Ci bardziej oszczędni zazwyczaj wędrują na Greenpoint i wynajmują łóżko na godziny. Oznacza to, że w mieszkaniu z 3 łóżkami jest 6 współlokatorów. Jedna trójka śpi w dzień, potem idzie do pracy na nocną zmianę. W tym. Zasie druga trójka śpi i regeneruje się do pracy na rano. To oczywiście jest już przykład patologiczny, ale uwierzcie mi, że widziałam takie miejsce na własne oczy. Wracając do wynajmu 'po ludzku', przygotujcie się na wydatek ok. $1000 plus depozyt czyli równowartość czynszu za jeden miesiąc; razem dwa tysiaki. Należy też kupić jakieś meble, bo pokoje rzadko kiedy są umeblowane. Na początek pójdzie Wam ok. $2000 na jakieś pierwsze meble. Razem mamy już ok. $6000 wydane, w kieszeni są $3000, ale musicie pamiętać o tym, że nie zawsze na początku znajdziecie super pracę. Czasem trzeba poczekać kilka tygodni, miesięcy, a tynku ze ścian nie chcemy przecież jeść.
Ja na wyjazd odkładam pieniądze przez 2 lata. Oczywiście Rodzice pomogli mi i dołożyli swoją cegłę, ale lata od 2010 do 2012 wspominam jako najbardziej pouczające i traumatyczne w moim życiu. Byłam wtedy na studiach, przechodziłam kryzys pt. 'Mamo, rzucam te cholerne studia!' (nawet na 5 roku nie chciałam się bronić lol), udzielałam korków, pracowałam w trzech przedszkolach, pisałam pracę mgr. I tak przez 7 dni w tygodniu, ani jednego dnia wolnego. Wyłączyłam się z życia towarzyskiego (znajomi uznali, że zdziczałam), nie wdawałam się w żadne romanse (wyobraźcie sobie co by było gdyby jakiś lowelas zaczął jęczeć 'nie jedź, zostań' i tego typu farmazony), pracowałam kiedy byłam chora, zdołowana i zazdrosna o to że znajomi gdzieś balują a ja wycinam jakieś kolorowanki na angielski dla dzieci. Ale mimo to, żyłam swoim marzeniem. Wiedziałam, że NYC to miejsce dla mnie. Byłam zdeterminowana, żeby uskładać najwięcej kasy ile się da. Po prostu się nie poddałam. Bardzo pomagała mi w tym Mama, moja przyjaciółka Magoshta, siostra cioteczna Litka, Damian, Przemo! Nawet nie wiecie ile daliście mi wtedy wsparcia. Dziekuję! To chyba właśnie wtedy nauczyłam się jak być odpowiedzialną za swoje marzenia.
Ostatni rozdział w przygotowaniach to kwestie administracyjne. Rozliczyć się z podatków, załatwić wizę, wykupić ubezpieczenie, rzucić pracę (lol), obronić pracę mgr, spisać pełnomocnictwa dla Rodziców u notariusza, i najważniejsze NIE BRAĆ ZE SOBĄ CAŁEGO SWOJEGO DOBYTKU. Ja przyjechałam z 6 bluzkami, jedną parą jeansów, jedną parą leggingsów, dwiema parami butów, kosmetykami i płytami bez których nie mogę żyć. Cały mój majdan mieścił się w walizce, dziś jestem na etapie 'nie kupuję więcej ubrań, bo nie mam miejsca w szafie' a ubrania przywiezione z Polski trzymam gdzieś w schowku. Nie dlatego, że są gorsze, bardziej z sentymentu wylądowały w specjalnym pudełku. Kiedyś po latach wyciągne te t-shirty i będę wspominać mówiąc pongliszem, że to są ubrania przywiezione z PL.
Nie wiem czy ta notka coś pomogła. Gdybyście mieli jakieś konkretne pytania, bardzo chętnie napiszę vol. 2, więc wrzucajcie pytania w komentarzach.
PS: właśnie tańczyłam w pokoju po całym dniu pracy i walnęłam paznokciem w buta. Czy można użyć super gluta żeby paznokieć się skleił? Help!
Pozdro 600,
A.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz